piątek, 10 maja 2013

120 " (...) No, dawaj. (...) "

Szybko się przebrałam w czarną mini i tego samego koloru szpilki. Włosy lekko zakręciłam i powstały niewielkie loki. Zrobiłam jeszcze mocny, wzywający makijaż i wyszłam do Jamesa, który posłuchał mojej rady. Miał na sobie czarną koszulę ode mnie, marynarkę i dobrze dobrane spodnie i buty. Na mój widok wstał z kanapy.
- Wow. Wyglądasz bosko. - wykrztusił.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się. - Idziemy?
- Pewnie. - zaśmiał się i razem ruszyliśmy do wybranego celu. 


Już po chwili tańczyliśmy na środku parkietu. Po kilku piosenkach poszliśmy się napić. Wypiliśmy chyba po trzy drinki i wróciliśmy na parkiet. Zakręciłam seksownie biodrami do rytmu, a James popatrzył na mnie  jakby chciał mnie zgwałcić i podszedł do mnie, a następnie zaczął ze mną tańczyć.  `Miałam śmiesznie, bo  był trochę schlany no, ale cóż. Mniejsza z tym. Sama przyznam, że po tym tańcu urwał mi się film. 

Next day

Obudziłam się z dużym bólem głowy. Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju. Był tak jakby cały jasny. Dosyć, że jego ściany były ściany, to jeszcze przez okno wpadały rażące promienie słońca. Spojrzałam na drugą część łóżka i zobaczyłam... Jamesa? A co on tutaj robi? Chwila i dlaczego jestem w samej bieliźnie? Co tu się wczoraj stało?! Tylko mi nie mówcie, że ja i on... Nie... Tylko nie to... 
Leniwie się podniosłam i założyłam swoją bluzkę i powoli ruszyłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i po jakiejś godzinie wyszłam gotowa. Wychodząc zauważyłam, że James już nie śpi. Schowałam swoją luźną bluzkę i poszłam do salonu. No i on tam był. Siedział przy laptopie i coś oglądał. Stanęłam za nim i zobaczyłam... nas z wczoraj. Ja zachowywałam się jak dziwka. Traktowałam go jak pierwszego lepszego. Całowałam, wszędzie dotykałam, robiłam striptiz. Nie... to nie może być prawda... Ja się tak nie zachowuję... Nie... to nie ja...
- OMG... - zasłoniłam usta ręką. 

- Huh... - James się odwrócił. 
Spojrzałam na niego przerażona. 
- Co... to... było?
- Nie przejmuj się... Byliśmy piani... - uśmiechnął się nieśmiało. - Przecież do niczego nie doszło.
- ... Pewnie masz rację. - dodałam. - Co chcesz na śniadanie? 

- Nie mam zbytniej ochoty na śniadanie. Może spacer i lody? 
- Lody na  śnia... - nie dokończyłam, bo spojrzałam na zegarek. - Dobra jest druga, więc nie ma  sprawy - uśmiechnęłam się. 
- Daj mi dziesięć minut i będę z powrotem - dodał i poszedł się przebrać. Wrócił w luźnej fioletowo, białej koszuli w paski i jeansach. Założyliśmy buty i ruszyliśmy do parku. Chcieliśmy jeszcze pogadać, no ale także zjeść lody.
- To pewnie jesteś znana już na całym świecie, skoro przez te lata pracowałaś w Europie. 

- Nie, nie powiedziałabym - zaczęłam kręcić nosem i wtedy podeszliśmy do budki z lodami.
- Czym mogę państwu... James? - uśmiechnął się starszy mężczyzny. - Jak ja cię tu dawno nie widziałem. Ale pewnie byłeś zajęty tą piękną panią - wskazał na mnie.
- Marco - mruknął szatyn.

- No co? - zapytał jakby nigdy nic. - Chwila. Czy ty jesteś... Vivienne Justice? 
- Tak, to ja. - zaśmiałam się.
- To o tobie on zawsze tyle opowiadał. 

- Marco - Maslow powtórzył. 
- Widzę, że wszystkim powiedziałeś o mnie i naszym związku - uśmiechnęłam się cwanie. 
- Nie, nie prawda - powiedział i się zarumienił.
- Jak to nie? Przecież... 

- Marco. Mógłbyś nam dać lody? 
- No pewnie. Czekoladowe i truskawkowe - powiedział i już po chwili nam dał deser. 
- Dziękuję. 
- Dzięki. - powiedział Maslow i zapłacił, a następnie ruszyliśmy dalej. 
- Skąd wiedział, że kocham truskawkę? 
- yyy... nie wiem... pewnie... yyy... przeczytał w internecie, albo gazecie. 
- Taa jasne. - zaśmiałam się. 
- No, taa jasne. 
- A powiedzieć ci coś? 
- No, dawaj. 
- Miranda mi o wszystkim powiedziała. O tym robiłeś każdego dnia, o każdej godzinie. 
- Co? A skąd ona to wiedziała? 
- A to już nasza mała tajemnica - powiedziałam. 
- Okay, ale i tak to z ciebie wyciągnę.
- Ciekawe jak. 
- Przekonasz się... Już nie długo. 
- Hę? - spojrzałam na niego uważnie. 
- Co? 
- Nie nic.  
- Okay. 
- Chodź coś ci pokażę. - powiedział i kiedy zjedliśmy lody gdzieś mnie zaczął ciągnąć. - Spodoba ci się to.